Chryste Panie, jakbym czytała o sobie! Niemalże każde zdanie przybliża mnie do odpowiedzi na jedno z wielu nurtujących mnie pytań na temat mojej osoby. Jestem prokrastynatką i nareszcie to wiem! A uświadomienie sobie schorzenia jest pierwszym krokiem do wyleczenia go! ;)
Leniusiek. Zero zainteresowania wypisywaniem nazwisk z 'Potopu', na minusie fascynacji ustalaniem wycieczki po okolicy na projekt z geografii, skrzywienie na myśl o matematyce. Dzisiejszy dzień był, jest i będzie leniwy.
Najpierw Walkathon, miłe spotkanie, potem małe karaoke w domu (końcówka 'Love in the ice' na dwa głosy wyszła fajnie ^^d) i obecnie jestem w fazie - a raczej zakończyłam już ten etap - dialogowego nicnierobienia. To znaczy przegadałam trochę na gg błąkając się po sieci i skacząc po iTunesie.
prawdziwa data utworzenia wpisu: sobota, 23 sierpnia
(Gdy tylko chcę coś napisać, mylog siada.)
Zatopiłam się w 'Potopie'. Pomimo całkiem sporej ilości głosów poparcia dla tej powieści, jakoś ciężko mi było zacząć. Chyba z każdą lekturą czy książką historyczną tak jest. Początki są trudne. Lecz po krótkim czasie zaczęłam się wciągać, a nawet w pewnym momencie przyłapałam samą siebie na okrzykach 'och!' i wybałuszaniu oczu w stronę czytanego fragmentu. Teraz zaś jestem już na takim etapie, że książkę przed nosem mam zawsze i wszędzie, bom wielce ciekawa jak się dalej potoczą losy Kmicica i pana Wołodyjowskiego. Bo też i oni dwaj największe zainteresowanie u mnie wywołali.
Poza hordami Polaków, Szwedów i Tatarów, przelatującymi przez głowę przy akompaniamencie świstu kul i przednich żartów pana Zagłoby, łapię się już nawet na używaniu tej charakterystycznej składni w co poniektórych wypowiedziach :) co prawda w moim słowniku pogrubioną czcionką (zarezerwowaną dla słów często używanych) już od dawna pojawia się 'ano', 'jednakowoż', 'jam' - jednak dzięki Sienkiewiczowi odkryłam jeszcze sporo tego typu archaicznych słówek, które zapewne wejdą do mojego języka potocznego, hehe.
Jutro z rana jadę z mamą jeszcze do Zakopanego, a konkretniej kilkadziesiąt metrów wyżej, do Zębu (Ząbu?). Tak w ramach ostatniego świeżego westchnienia przed rokiem nowym szkolnym. Świeże powietrze dobrze mi zrobi tuż przed początkiem harówy, a i mam nadzieję, że w tym roku jeszcze lepiej sobie poradzę. Oby tak było, tak mi dopomóż Bóg. (Niestety zauważyłam, że moja umiejętność wynoszenia próśb przed Majestat gdzieś się skryła... a według ostatnio zasłyszanej homilii najpierw powinno się nauczyć prosić - dopiero później dziękować.)